Świąteczne porządki...

Do Wigilii zostało osiem dni. Siedzę z kawą w ręku i patrzę na bałagan, który zrobiłam. I powiem Wam, że zrobiłam to świadomie. Zaraz wytłumaczę dlaczego. 

Czasami, żeby zmobilizować się do porządku, trzeba najpierw porządnie nabałaganić. Tak, żeby w tym chaosie nie dało się normalnie funkcjonować. Żeby coś uwierało, przeszkadzało, domagało się reakcji. Pomyślałam sobie, że w życiu często działa dokładnie ta sama zasada. Robimy w nim bałagan, stawiamy wszystko do góry nogami, żeby wreszcie poczuć, że dalej tak się nie da. Że trzeba się zatrzymać, popatrzeć na to, co się nagromadziło, i zacząć porządkować – rzeczy, sprawy, decyzje. Jedno po drugim. Ten moment, w którym bałagan przestaje być znośny, bywa zaskakująco popychający do przodu. Nie dlatego, że nagle mamy energię czy plan. Tylko dlatego, że w takim chaosie po prostu nie da się żyć.

Bo chcąc zrobić porządek, czasami naprawdę trzeba najpierw mocno nabałaganić.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NIE zatrzymuje na granicy

Nie każdy słyszy ciszę