Sen
Człowiek kładzie się wieczorem do łóżka z prostym planem – zasnąć. Kręci się z boku na bok, zmienia pozycję, myśli, że jeszcze nie, że to jeszcze nie ten moment. A potem nagle – nie wiadomo kiedy – zasypia. Na pewno to znacie.
Miałam poczucie, że ten sen był bardzo płytki. Jakby bardziej się go widziało, niż śniło. Jakby świadomość była tuż pod powierzchnią. Nie wiem dokładnie, który to był rok. Wiem tylko, że to była przyszłość. I że wyglądało na święta Bożego Narodzenia. Przy stole zasłanym białym obrusem siedziała cała moja rodzina, a pomiędzy nimi także ci, którzy dawno już odeszli. Byli hologramami. Zaskakująco realnymi. Nie można ich było dotknąć. Nie jedli i nie pili. Jednak rozmawiali logicznie i bardzo naturalnie. Tak, jakby zawsze byli z nami. Przez stół przetaczała się rozmowa pełna śmiechu, wzruszeń i wspomnień. To wszystko było tak realistyczne, że kiedy się przebudziłam, wciąż miałam przed oczami ten obraz. Zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle możliwe, żeby świat zaszedł kiedyś aż tak daleko. I czy ja sama bym tego chciała. Czy chciałabym, żeby obok mnie przy świątecznym stole siedziała moja babcia i inni bliscy, także ci, których nigdy nie zdążyłam poznać, w postaci hologramów tak realistycznych, że niemal prawdziwych.
I pomyślałam o emocjach, jakie by temu towarzyszyły…
Komentarze
Prześlij komentarz