A świat poszedł dalej
I znowu świat obudził się szybciej niż ja.
Wczoraj było przykryte białym puchem. Wyglądało jak nowe, choć właśnie miało się skończyć. Potem była głośna, szampańska noc. Fajerwerki. Odliczanie: trzy, dwa, jeden… 2026. Ups. Mamy to.A dziś obudziło mnie szarobure, ciche i wietrzne. Piję kawę w świątecznym kubku i zerkam na ślady wczorajszej nocy. Na wspomnienia, które zapewne jutro ktoś posprząta.
Dociera do mnie, że świat już się przestawił. Poszedł dalej. Wczoraj były święta i sylwester. Dziś - nowy rok.
A za chwilę wszyscy będziemy czekać na wiosnę. Tak właśnie płynie czas. Płynnie. Bez zatrzymania.
Przez moment pomyślałam nawet, że może tak naprawdę nic się nie skończyło. Że to tylko ciąg dalszy. Ale przecież wszystko w przyrodzie dzieje się cyklicznie więc musi być jakiś początek i koniec. Po prostu musi.
A może wcale nie...? Może świat, jak co roku, zwyczajnie poszedł dalej. I może ja też powinnam tak zrobić...
Komentarze
Prześlij komentarz