Bez metryki

 Czasem wystarczy jedno słowo, by zbliżyć do siebie zupełnie obce kobiety. Szpitalna sala. Cztery pacjentki, każda czeka na swoją kolej. Wszystkie bliżej siedemdziesiątki, tylko ja pięćdziesiąt pięć. Różni nas styl, codzienność, sposób bycia. Czuć tę niewidzialną granicę między nami. I wtedy używam magicznego zaklęcia: „Słuchajcie, dziewczyny…” To jedno słowo zmienia wszystko. Na ich twarzach pojawia się uśmiech, jakby przypomniały sobie, że wciąż są kobietami - pięknymi, młodymi duchem. Jakby różnica lat przestała mieć znaczenie. Siedzimy przy stole nakrytym ceratą, jemy szpitalny obiad i rozmawiamy o przetworach, ogrodzie, o tym, ile słoików sałatki szwedzkiej już zrobiły. Mówię im, że już nie robię przetworów, że chyba jestem z tego leniwego pokolenia, które woli kupić gotowe, że się nie opłaca i takie tam. Śmieją się, przekonując mnie, że jednak co swoje, to swoje. I wtedy zadaję sobie pytanie - czy ja naprawdę jestem leniwa? A może po prostu jestem kobietą nowej generacji, która woli malować obrazy, robić zdjęcia… leżeć i pachnieć.

Bo może dziś kobiecość nie mierzy się w liczbie słoików na półce, tylko w tym, jak dobrze czujemy się same ze sobą.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Świąteczne porządki...

NIE zatrzymuje na granicy

Nie każdy słyszy ciszę