Świadomość

 Mam wrażenie, że dzisiaj, kiedy mówimy o samorozwoju, bardzo szybko przechodzimy do kolejnych etapów. Do skupiania się na sobie, wyznaczania granic, do „wracania do siebie” – cokolwiek to właściwie znaczy. Zbyt krótko zatrzymujemy się przy czymś, co dla mnie jest podstawą. Taką drogą ewakuacyjną. Mówię tu o świadomości, która pozwala wyjść z bólu – tak, by nie rządził ani tym, co było, ani tym, co jest, ani tym, co dopiero przed nami. Mówię o świadomości nie tej modnej. Chodzi mi o tę rozumianą jako próbę poznania świata, ludzi, sytuacji. Zrozumienia tego, dlaczego coś wydarzyło się tak, a nie inaczej. Jakie mechanizmy działały. Co z czego wynikało. Bez szukania winnych. Bez upraszczania. Z patrzeniem na przyczynę i skutek. Bo dopiero wtedy można zobaczyć, dlaczego coś w nas rezonowało, dlaczego bolało, dlaczego zostawiało ślad – i dlaczego ktoś zachowywał się wobec nas w taki, a nie inny sposób. I dopiero z takiej świadomości rodzi się spokój.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Świąteczne porządki...

NIE zatrzymuje na granicy

Nie każdy słyszy ciszę