Dom duszy
Przez długie lata szarpałam się ze światem - z systemem, ze sprawiedliwością, z niesprawiedliwością. Ale tak naprawdę najbardziej szarpałam się z samą sobą. Dawałam się wciągać w różne sprawy. Dawałam się podpuszczać jak małe dziecko. I po części długo tym dzieckiem byłam - takim, które ciągle szuka kogoś, kto w końcu się nim zaopiekuje. Aż któregoś dnia zrozumiałam, że najlepsza opieka, jaką mogę dostać, to ta, którą mogę dać sobie sama. I od tego momentu wszystko zaczęło się układać. Dziś to, o czym piszę wyżej, nie ma już nade mną władzy. Mam to zrozumiane. Mam to poukładane. Jedni powiedzą, że to wiek. I pewnie będą mieli rację. Ja jednak myślę, że ten poziom osiąga się przez doświadczenia, przez wnioski, przez otwarty umysł i przez długie, czasem bardzo męczące, poszukiwania. Życząc kobietom takiego domu, nie mam na myśli ścian ani adresu. Myślę o stanie umysłu. Widzę, jak wiele z nas wciąż szarpie się ze sobą i ze światem. Rozpoznaję w tym etap, który sama kiedyś przeżyłam. Dlatego życzę im tego wewnętrznego domu - miejsca, w którym w końcu można poczuć spokój, opiekę i równowagę. Niech osiągną ten stan jak najszybciej. Bo mnie zajęło to naprawdę dużo czasu.
Komentarze
Prześlij komentarz