Nic się nie dzieje
Kiedy dotarło do mnie, że mam już za sobą połowę swojego życia i że tak naprawdę nie wiem, kiedy to się stało, pojawił się we mnie niepokój. Strach, że z mojego „kiedyś” nie zostało już tak wiele do wykorzystania. Kiedy człowiek dochodzi do takich wniosków, zaczyna się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze tym czasem gospodaruje. Czy nie marnuje go za dużo. Tylko… co to właściwie znaczy „marnować czas”? Przecież nie da się ciągle z kimś być ani bez przerwy się spotykać. Nie można nieustannie czegoś przeżywać, realizować, gonić za nowym i nieznanym. Nie da się być cały czas „w ruchu”, robiąc ciągle coś, gdzieś. A jednak za każdym razem, kiedy siedzę na kanapie, mam wrażenie, że czas przecieka mi przez palce. Jakby to, że nic się nie dzieje, było przewinieniem wobec samej siebie.
A jeśli „nic się nie dzieje” to też jest jakaś forma życia, której nie umiem lub nie chcę docenić....?
Komentarze
Prześlij komentarz