Posty

Kto zabierze dorosłym

  Zakazanie dzieciom telefonu to chyba najłatwiejsza część całego problemu. Nie wiem, czy zakaz telefonów w szkole coś zmieni. Ten problem nie zaczyna się w szkole i tam też się nie kończy , tylko dużo wcześniej - w domu. Dzieci od najmłodszych lat uczą się świata przez ekran. Dziś telefon bardzo często towarzyszy dzieciom, na przykład przy posiłkach, i stało się to już normą. Nie oceniam - takie mamy czasy. Ale właśnie tu wszystko się zaczyna. Nasze dzieci i tak będą żyły w świecie mediów, internetu i wirtualnej rzeczywistości. Natomiast to od nas zależy, czy pokażemy im, że obok tego są jeszcze relacje, rozmowa i zwykła obecność. Tego nie da się nauczyć zakazem, tylko przykładem. Bo trudno wymagać od dziecka, żeby odłożyło telefon, kiedy sami częściej patrzymy w ekran niż na nie. Dlatego bardziej niż sens zakazu zastanawia mnie to, czy naprawdę zmieni on coś w postawie dziecka, skoro po wyjściu ze szkoły wraca ono do świata, w którym wszyscy znowu patrzą w ekrany.

Kłótnia

 Kwiaty mają często swój powód, tak jak każda refleksja. Czasem w zwykłej rozmowie pojawia się nagle za dużo emocji. Słowa wypowiedziane za ostro. Ton głosu, którego po chwili sami się wstydzimy. Nie planowaliśmy tego. Pojawiło się nagle. Nie zdołaliśmy nad tym zapanować. Wybuchło. Komuś zrobiło się przykro. Ktoś się obraził. Ktoś poczuł się winny. Co tak naprawdę się zdarzyło.....? No cóż, czasem z człowieka wychodzi po prostu drugi człowiek. Ten męczony. Nadwrażliwy. Poraniony gdzieś głęboko w środku. Niby zapomniany, ale od czasu do czasu daje o sobie znać. Ktoś przynosi kwiaty. Ktoś ma refleksję. Ktoś mówi przepraszam. Ktoś mówi nie ma za co. Ktoś mówi ależ jest. Ktoś mówi kocham Cię. Ktoś mówi ja Ciebie też......

Być sobą...?

 „Bądź sobą.” To jeszcze jedno najmodniejsze zdanie naszych czasów. Ale czy ktoś wie, co tak naprawdę znaczy „być sobą”? Spotykamy je wszędzie - w książkach, w podcastach, w poradach. Internet dudni tym sloganem - bądź sobą: „naprawdę możesz być sobą”, „bycie sobą jest proste”, „nie musisz nikogo udawać”. I ludzie naprawdę próbują. Ale mało kto wie, kim właściwie jest to „ja”, którym mam być. Bo żeby być sobą, trzeba najpierw siebie poznać. A z tym bywa znacznie trudniej. I mimo że w dzisiejszych czasach mamy szybki dostęp do wiedzy, większość z nas nigdy się nad tym nie zastanawia. Kim jest i dlaczego. Bardzo często akceptujemy siebie w stanie surowym, bo łatwiej powiedzieć: „taka już jestem”. A kiedy nie dochodzi do samopoznania, „bycie sobą” staje się zwyczajnie niebezpieczne. Konsekwencje bycia sobą w stanie surowym są ogromne. Świat pełen manipulacji, spekulacji i nie wiem czego jeszcze nie jest w stanie zaakceptować takich nas. W oczach innych ludzi taka osoba szybko staje si...

Wielka miłość

  Często wydaje nam się, że wybór drugiego człowieka jest prosty. Poznajesz kogoś. Jest dobrze. Jest blisko. On kocha ciebie, a ty jego. Myślisz: no to skoro się aż tak kochamy, to się dogadamy. Bo przecież na czym polega relacja? Powiesz, czego nie lubisz. On powie, czego potrzebuje. Ty trochę ustąpisz. On trochę zrozumie. I jakoś to będzie. Długo wierzymy, że wystarczy dobra wola. Że jeśli dwoje ludzi naprawdę chce, to znajdzie wspólny język. A potem życie zaczyna dopowiadać rzeczy, o których nie mówi się na początku. Że do stołu nie siadają tylko dwie osoby. Siadają z nimi historie, lęki, schematy, domy, z których wyszli, miłości, których nie przeżyli i słowa, których nigdy się nie nauczyli. I nagle okazuje się, że nie wszystko da się przegadać. Nie wszystko da się wyprostować rozmową. I nie jest to czyjąś winą... Czasem po prostu spotykają się dwa światy, które bardzo chciałyby mówić tym samym językiem, ale nie potrafią. I wtedy już nie chodzi o to, kto bardziej się stara. Tylk...

Przegrana prawda

 Prawda ma dziwny status. Wszyscy ją chwalą, ale mało kto naprawdę chce ją mieć blisko siebie. Lubimy mówić o szczerości. Do momentu, kiedy dotyczy nas samych. Albo kiedy to my mamy powiedzieć coś naprawdę. Bez filtra. Bez makijażu dla emocji. Wtedy nagle robi się ciszej. Jakby ktoś przygasił światło. Może dlatego, że prawda rzadko jest elegancka. Nie zawsze przychodzi w ładnym opakowaniu. Czasem rozlewa się po życiu jak wino na jasny obrus. Zostawia ślad. Burzy spokój, przestawia relacje, podważa obraz siebie, który układaliśmy latami z wygodnych kawałków. Najtrudniejsza jest ta o nas samych. Bo nie da się od niej odejść. Można się obrazić, zaprzeczyć, odwrócić wzrok – ale ona i tak zostaje. Jak lustro, w które patrzymy trochę za długo. A jednak lubię prawdę. Za porządek, jaki wprowadza – nawet jeśli najpierw robi bałagan. Za klarowność, którą zostawia po sobie. Za to, że oddziela to, co prawdziwe, od tego, co tylko wygodne. Są momenty, kiedy lepiej milczeć. Kiedy szczerość jest c...

Nie każdy słyszy ciszę

 Ludzie często widzą mnie jako tę wesołą i głośną.Tę, która żartuje, dużo mówi, rozbraja atmosferę jednym zdaniem. A prawda jest taka, że często gram tę rolę wtedy, gdy wcale nie jest mi do śmiechu. Kiedy czuję się skrępowana, kiedy gubię się w sytuacji. W tedy właśnie wchodzę w żart. W gadanie. Bo przecież łatwiej być zabawną niż bezbronną. Ale prawda jest taka, że nigdy nie byłam osobą wesołą. W środku zawsze miałam więcej ciszy niż śmiechu. Zamiast hałasu - obserwację. Zamiast wygłupów - myśli, które przychodzą za wcześnie, a potem emocje, które potrafią wybuchnąć nagle i zrobić ze mnie kogoś zupełnie innego. Bo przecież w środku czuję, że jestem smutna, cicha i małomówna. Zupełnie inna niż ta, którą widać na zewnątrz. Czasem myślę, że to wszystko to tylko reakcja na świat. Na jego chaos, głupotę, pośpiech i absurd. Może gdyby świat był inny, byłabym po prostu sobą. Tą prawdziwą. Tą ze środka. Dlaczego ludzie nie widzą mnie, tej ze środka.... Bo śmiech słyszy każdy. A ciszę potr...

Stara krowa

  „Stara krowa”. Na pewno niejedna z nas choć raz użyła tego powiedzenia, mówiąc o innej kobiecie. Może nawet ktoś, kiedyś tak Cię nazwał. To stare określenie jest śladem naszej kultury. Fragmentem języka, który wciąż krąży między ludźmi - choć nie w mediach i nie wypowiadany wprost. Kiedyś było czymś zwyczajnym. Nie raziło tak jak dziś. Nikt nie zastanawiał się nad sensem tych słów. Tak się po prostu mówiło. „Stara krowa” to językowy ślad po czasach, w których wartość kobiety miała datę przydatności. Czy to powiedzenie mnie obraża? Pewnie powinno. Ale nie - nie obraża mnie. Dorastałam w czasach, gdy było używane nagminnie. Nie godzi już w moją godność ani poczucie własnej wartości. Osłuchałam się z nim. Dziś bardziej mnie zastanawia, że mówiłyśmy tak o sobie zupełnie bezrefleksyjnie.