Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

Wielka miłość

  Często wydaje nam się, że wybór drugiego człowieka jest prosty. Poznajesz kogoś. Jest dobrze. Jest blisko. On kocha ciebie, a ty jego. Myślisz: no to skoro się aż tak kochamy, to się dogadamy. Bo przecież na czym polega relacja? Powiesz, czego nie lubisz. On powie, czego potrzebuje. Ty trochę ustąpisz. On trochę zrozumie. I jakoś to będzie. Długo wierzymy, że wystarczy dobra wola. Że jeśli dwoje ludzi naprawdę chce, to znajdzie wspólny język. A potem życie zaczyna dopowiadać rzeczy, o których nie mówi się na początku. Że do stołu nie siadają tylko dwie osoby. Siadają z nimi historie, lęki, schematy, domy, z których wyszli, miłości, których nie przeżyli i słowa, których nigdy się nie nauczyli. I nagle okazuje się, że nie wszystko da się przegadać. Nie wszystko da się wyprostować rozmową. I nie jest to czyjąś winą... Czasem po prostu spotykają się dwa światy, które bardzo chciałyby mówić tym samym językiem, ale nie potrafią. I wtedy już nie chodzi o to, kto bardziej się stara. Tylk...

Przegrana prawda

 Prawda ma dziwny status. Wszyscy ją chwalą, ale mało kto naprawdę chce ją mieć blisko siebie. Lubimy mówić o szczerości. Do momentu, kiedy dotyczy nas samych. Albo kiedy to my mamy powiedzieć coś naprawdę. Bez filtra. Bez makijażu dla emocji. Wtedy nagle robi się ciszej. Jakby ktoś przygasił światło. Może dlatego, że prawda rzadko jest elegancka. Nie zawsze przychodzi w ładnym opakowaniu. Czasem rozlewa się po życiu jak wino na jasny obrus. Zostawia ślad. Burzy spokój, przestawia relacje, podważa obraz siebie, który układaliśmy latami z wygodnych kawałków. Najtrudniejsza jest ta o nas samych. Bo nie da się od niej odejść. Można się obrazić, zaprzeczyć, odwrócić wzrok – ale ona i tak zostaje. Jak lustro, w które patrzymy trochę za długo. A jednak lubię prawdę. Za porządek, jaki wprowadza – nawet jeśli najpierw robi bałagan. Za klarowność, którą zostawia po sobie. Za to, że oddziela to, co prawdziwe, od tego, co tylko wygodne. Są momenty, kiedy lepiej milczeć. Kiedy szczerość jest c...

Nie każdy słyszy ciszę

 Ludzie często widzą mnie jako tę wesołą i głośną.Tę, która żartuje, dużo mówi, rozbraja atmosferę jednym zdaniem. A prawda jest taka, że często gram tę rolę wtedy, gdy wcale nie jest mi do śmiechu. Kiedy czuję się skrępowana, kiedy gubię się w sytuacji. W tedy właśnie wchodzę w żart. W gadanie. Bo przecież łatwiej być zabawną niż bezbronną. Ale prawda jest taka, że nigdy nie byłam osobą wesołą. W środku zawsze miałam więcej ciszy niż śmiechu. Zamiast hałasu - obserwację. Zamiast wygłupów - myśli, które przychodzą za wcześnie, a potem emocje, które potrafią wybuchnąć nagle i zrobić ze mnie kogoś zupełnie innego. Bo przecież w środku czuję, że jestem smutna, cicha i małomówna. Zupełnie inna niż ta, którą widać na zewnątrz. Czasem myślę, że to wszystko to tylko reakcja na świat. Na jego chaos, głupotę, pośpiech i absurd. Może gdyby świat był inny, byłabym po prostu sobą. Tą prawdziwą. Tą ze środka. Dlaczego ludzie nie widzą mnie, tej ze środka.... Bo śmiech słyszy każdy. A ciszę potr...

Stara krowa

  „Stara krowa”. Na pewno niejedna z nas choć raz użyła tego powiedzenia, mówiąc o innej kobiecie. Może nawet ktoś, kiedyś tak Cię nazwał. To stare określenie jest śladem naszej kultury. Fragmentem języka, który wciąż krąży między ludźmi - choć nie w mediach i nie wypowiadany wprost. Kiedyś było czymś zwyczajnym. Nie raziło tak jak dziś. Nikt nie zastanawiał się nad sensem tych słów. Tak się po prostu mówiło. „Stara krowa” to językowy ślad po czasach, w których wartość kobiety miała datę przydatności. Czy to powiedzenie mnie obraża? Pewnie powinno. Ale nie - nie obraża mnie. Dorastałam w czasach, gdy było używane nagminnie. Nie godzi już w moją godność ani poczucie własnej wartości. Osłuchałam się z nim. Dziś bardziej mnie zastanawia, że mówiłyśmy tak o sobie zupełnie bezrefleksyjnie. 

Walentynki

  Walentynki. Jedni je wyśmiewają, inni czekają na nie jak na małe święto. A ja sobie myślę, że ten dzień jest po prostu przypominajką. Bardzo potrzebną w świecie, który pędzi jak szalony nie wiadomo za czym i dokąd. W życiu, w którym wszystko jest pilniejsze od nas i naszej miłości. W codzienności, w której odkładamy bliskość na jutro, zaraz, kiedyś - a to „kiedyś” bardzo często w ogóle nie nadchodzi. Może więc ten jeden dzień w roku jest właśnie po to, żeby na chwilę się zatrzymać i przypomnieć sobie, że ciągle się kochamy. Że jesteśmy dla siebie bliscy. Że obok nas jest ktoś, kto jest z nami nie od święta, tylko od życia. I może nie ma sensu z tym walczyć. Może zamiast kręcić nosem, warto po prostu to wziąć. Serduszka, czekoladki, kolację gdzieś na mieście, lampkę wina, trochę śmiechu, trochę czułości. Bo przecież nie świętujemy daty. Świętujemy to, co mamy na co dzień, tylko tak często spychane na drugi plan. A jeśli coś jest dobre i niesie ze sobą dobre emocje, to naprawdę war...

Nic się nie dzieje

  Kiedy dotarło do mnie, że mam już za sobą połowę swojego życia i że tak naprawdę nie wiem, kiedy to się stało, pojawił się we mnie niepokój. Strach, że z mojego „kiedyś” nie zostało już tak wiele do wykorzystania. Kiedy człowiek dochodzi do takich wniosków, zaczyna się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze tym czasem gospodaruje. Czy nie marnuje go za dużo. Tylko… co to właściwie znaczy „marnować czas”? Przecież nie da się ciągle z kimś być ani bez przerwy się spotykać. Nie można nieustannie czegoś przeżywać, realizować, gonić za nowym i nieznanym. Nie da się być cały czas „w ruchu”, robiąc ciągle coś, gdzieś.  A jednak za każdym razem, kiedy siedzę na kanapie, mam wrażenie, że czas przecieka mi przez palce. Jakby to, że nic się nie dzieje, było przewinieniem wobec samej siebie. A jeśli „nic się nie dzieje” to też jest jakaś forma życia, której nie umiem lub nie chcę docenić....?

św. Anna

  Bardzo łatwo jest być świętym w cudzych historiach. Bardzo łatwo oceniać, co ktoś zrobił źle, co powiedział nie tak, jak mógł się tak zachować. I prawie zawsze towarzyszy temu cicha myśl: ja tak bym nie zrobiła. Jak tak można? Mamy naturalną skłonność do idealizowania własnych postaw, własnych myśli i własnych czynów. Problem w tym, że siebie najczęściej znamy wyłącznie z własnych intencji, a innych wyłącznie z ich czynów. Siebie tłumaczymy okolicznościami, zmęczeniem, emocjami, sytuacją. Innych oceniamy bez zastanowienia, bez pytania dlaczego. To wszystko sprawia, że wielu z nas wydaje się sobie bardzo porządnymi ludźmi. Prawie świętymi. Ten obraz nas samych jednak rozpada się w chwili, gdy jesteśmy zmuszeni spojrzeć na własne decyzje nie przez pryzmat tego, co czuliśmy, ale przez pryzmat tego, co naprawdę zrobiliśmy. I to bywa najmniej wygodne spotkanie z samym sobą. Jesteśmy do siebie dużo bardziej podobni, niż nam się wydaje, a różni nas głównie świadomość siebie albo jej br...

Bezczelne nie wiem

 Kochana nie wiem, czemu tak powiedziałam, a czemu skłamałam to już w ogóle nie wiem. Ojej, wybacz ale kompletnie nie wiem, czemu tak zrobiłam. Wybacz, ale naprawdę nie wiem, dlaczego tak o tobie mówiłam. Sama nie wiem, dlaczego tak pomyślałam. Tych zdań jest dużo więcej i w rozmowach padają zaskakująco często. Mnie takie odpowiedzi doprowadzają do szału. Jak nie wiesz...?! Za każdym razem, kiedy je słyszę, mam jedną myśl: jak można nie wiedzieć? Przecież kiedy coś robimy, mówimy albo myślimy, zawsze jest tego przyczyna. Dla mnie to chowanie się za słowem, które ma zamknąć temat. „Nie wiem” jest zwyczajnym kłamstwem. Pod tym zwrotem często kryje się niewygodna, może wstydliwa, może trudna do nazwania, ale prawdziwa przyczyna naszego postępowania. „Nie wiem” pozwala jej nie wypowiedzieć. Jest jak drzwi zatrzaśnięte przed nosem. I nagle nie trzeba się tłumaczyć. Nie trzeba niczego nazywać. Wystarczy powiedzieć: nie wiem. I rozmowa się kończy. Bo z niewiedzą się nie dyskutuje. I zosta...

Samice

  Świat medialny często sugeruje, że ktoś nam wmówił potrzebę porównywania się i rywalizacji. A ja myślę, że nikt nam tego nie wmówił. To jest w nas. I nie ma co przerzucać odpowiedzialności na świat, media czy sąsiadkę z lepszymi nogami. Taka jest nasza natura. Jako samice od zawsze rywalizowałyśmy o względy samca. Dziś bardzo odcinamy się od naszej zwierzęcości. Nie lubimy, gdy ktoś porównuje nas do świata zwierząt. A jednak nadal jesteśmy jednym z gatunków. Zeszliśmy z drzewa. A może po prostu z niego spadliśmy 😂 Zdobyliśmy wyższe poziomy rozwoju, ale pierwotne mechanizmy zostały z nami na dobre. To strojenie się, upiększanie, porównywanie, chęć bycia „lepszą” od drugiej - ma korzenie dużo głębiej, niż chciałybyśmy przyznać. Kobiet jest więcej, mężczyzn mniej. Matematyka nie zna empatii. Rywalizacja była i w pewnym sensie nadal jest wpisana w ten układ. Oczywiście możemy te instynkty łagodzić, rozumieć je i świadomie nad nimi panować, ale one w nas są. I teraz od każdej z nas z...

Dom duszy

  Przez długie lata szarpałam się ze światem - z systemem, ze sprawiedliwością, z niesprawiedliwością. Ale tak naprawdę najbardziej szarpałam się z samą sobą. Dawałam się wciągać w różne sprawy. Dawałam się podpuszczać jak małe dziecko. I po części długo tym dzieckiem byłam - takim, które ciągle szuka kogoś, kto w końcu się nim zaopiekuje. Aż któregoś dnia zrozumiałam, że najlepsza opieka, jaką mogę dostać, to ta, którą mogę dać sobie sama. I od tego momentu wszystko zaczęło się układać. Dziś to, o czym piszę wyżej, nie ma już nade mną władzy. Mam to zrozumiane. Mam to poukładane. Jedni powiedzą, że to wiek. I pewnie będą mieli rację. Ja jednak myślę, że ten poziom osiąga się przez doświadczenia, przez wnioski, przez otwarty umysł i przez długie, czasem bardzo męczące, poszukiwania. Życząc kobietom takiego domu, nie mam na myśli ścian ani adresu. Myślę o stanie umysłu. Widzę, jak wiele z nas wciąż szarpie się ze sobą i ze światem. Rozpoznaję w tym etap, który sama kiedyś przeżyłam....