Człowieczeństwo
W wiadomościach pokazali starszą kobietę. Zima. Śnieg. Ciemność. Potrącona przez samochód, który odjechał tak, jakby nic się nie wydarzyło. Starsza pani na czworakach próbuje przedostać się na drugą stronę ulicy. Oświetlają ją reflektory kolejnych aut. Jedno po drugim mijają ją, jakby była elementem zimowego krajobrazu, a nie człowiekiem. Nikt się nie zatrzymuje. Nikt nie wysiada. Nikt nie podchodzi. Patrzę na ten obraz i łapię się na myśli, że coraz trudniej przychodzi mi mówić o nas dobrze. O naszej empatii. O wrażliwości. O człowieczeństwie... Bo im dłużej żyję, tym częściej widzę, że to, co w nas dobre, jest pojedyncze. Ciche. Prawie niewidoczne. A to, co obojętne, zimne i wygodne, potrafi przejechać obok drugiego człowieka bez najmniejszego drgnienia. Mówimy o sobie „ludzkość” z dumą. A coraz częściej mam wrażenie, że to słowo przestaje być komplementem. Zastanawiam się czasem, w którym momencie jako ludzie zaczęliśmy mijać siebie bez patrzenia. I naprawdę chciałabym napisać ...