Posty

Ch***wy facet

 My kobiety często narzekamy na facetów. Wytaykamy im to i owo. Ale kiedy pomyślę, że każdy z nich ma matkę - kobietę, to nachodzi mnie taka niewygodna myśl, że może czasem warto zastanowić się nie tylko nad tym, jacy są mężczyźni, ale też nad tym, jak my, kobiety, ich wychowujemy. Oczywiście, w wychowaniu synów uczestniczą też ojcowie. Tylko że ten facet też nie wziął się znikąd. To my go wybrałyśmy na ojca naszych dzieci. I to my zgodziłyśmy się na taki dom, taki układ, takie zasady albo ich brak. Rodzimy synów, wychowujemy ich, patrzymy, jak dorastają, a potem wypuszczamy ich w świat. Do pracy, do życia, do innych kobiet. I czasem ta inna kobieta dostaje dorosłego faceta, z którym - mówiąc delikatnie - naprawdę trudno żyć. Więc może zanim kolejny raz powiemy, że „faceci są tacy czy siacy”, warto zapytać trochę ciszej, ale uczciwie: kto ich tego nauczył?

Co by było, gdyby...

  Wszystko, co się w moim życiu do tej pory wydarzyło, zwyczajnie musiało się wydarzyć. Tak funkcjonuje świat. Jest przyczyna i jest skutek, i na odwrót. Wszystkie dobre rzeczy. Złe rzeczy. Te piękne i te trudne. Wszystko to w jakiś sposób mnie stworzyło. Wykreowało na taką, a nie inną. Czasami jednak człowiek się zastanawia: co by było, gdyby było inaczej? Gdyby rodzice byli inni. Na przykład bardziej czuli. Bardziej obecni. Bardziej świadomi. Gdyby było więcej rozmów, więcej delikatności, więcej przytulania i uwagi... Może wtedy lepiej bym się uczyła. Może byłabym bardziej szczęśliwa. Może skończyłabym inne szkoły. Może miałabym inny światopogląd. Może wybierałabym innych mężczyzn. Może inaczej wychowałabym dzieci. A może w ogóle bym ich nie miała... I tak można bez końca, bo każde „co by było, gdyby” otwiera następne. A potem kolejne. I jeszcze jedno... Tylko że na końcu tego całego gdybania zostaje jedna prosta myśl - że gdyby wszystko było inne, ja też byłabym inna. A właściwi...

Kto zabierze dorosłym

  Zakazanie dzieciom telefonu to chyba najłatwiejsza część całego problemu. Nie wiem, czy zakaz telefonów w szkole coś zmieni. Ten problem nie zaczyna się w szkole i tam też się nie kończy , tylko dużo wcześniej - w domu. Dzieci od najmłodszych lat uczą się świata przez ekran. Dziś telefon bardzo często towarzyszy dzieciom, na przykład przy posiłkach, i stało się to już normą. Nie oceniam - takie mamy czasy. Ale właśnie tu wszystko się zaczyna. Nasze dzieci i tak będą żyły w świecie mediów, internetu i wirtualnej rzeczywistości. Natomiast to od nas zależy, czy pokażemy im, że obok tego są jeszcze relacje, rozmowa i zwykła obecność. Tego nie da się nauczyć zakazem, tylko przykładem. Bo trudno wymagać od dziecka, żeby odłożyło telefon, kiedy sami częściej patrzymy w ekran niż na nie. Dlatego bardziej niż sens zakazu zastanawia mnie to, czy naprawdę zmieni on coś w postawie dziecka, skoro po wyjściu ze szkoły wraca ono do świata, w którym wszyscy znowu patrzą w ekrany.

Kłótnia

 Kwiaty mają często swój powód, tak jak każda refleksja. Czasem w zwykłej rozmowie pojawia się nagle za dużo emocji. Słowa wypowiedziane za ostro. Ton głosu, którego po chwili sami się wstydzimy. Nie planowaliśmy tego. Pojawiło się nagle. Nie zdołaliśmy nad tym zapanować. Wybuchło. Komuś zrobiło się przykro. Ktoś się obraził. Ktoś poczuł się winny. Co tak naprawdę się zdarzyło.....? No cóż, czasem z człowieka wychodzi po prostu drugi człowiek. Ten męczony. Nadwrażliwy. Poraniony gdzieś głęboko w środku. Niby zapomniany, ale od czasu do czasu daje o sobie znać. Ktoś przynosi kwiaty. Ktoś ma refleksję. Ktoś mówi przepraszam. Ktoś mówi nie ma za co. Ktoś mówi ależ jest. Ktoś mówi kocham Cię. Ktoś mówi ja Ciebie też......

Być sobą...?

 „Bądź sobą.” To jeszcze jedno najmodniejsze zdanie naszych czasów. Ale czy ktoś wie, co tak naprawdę znaczy „być sobą”? Spotykamy je wszędzie - w książkach, w podcastach, w poradach. Internet dudni tym sloganem - bądź sobą: „naprawdę możesz być sobą”, „bycie sobą jest proste”, „nie musisz nikogo udawać”. I ludzie naprawdę próbują. Ale mało kto wie, kim właściwie jest to „ja”, którym mam być. Bo żeby być sobą, trzeba najpierw siebie poznać. A z tym bywa znacznie trudniej. I mimo że w dzisiejszych czasach mamy szybki dostęp do wiedzy, większość z nas nigdy się nad tym nie zastanawia. Kim jest i dlaczego. Bardzo często akceptujemy siebie w stanie surowym, bo łatwiej powiedzieć: „taka już jestem”. A kiedy nie dochodzi do samopoznania, „bycie sobą” staje się zwyczajnie niebezpieczne. Konsekwencje bycia sobą w stanie surowym są ogromne. Świat pełen manipulacji, spekulacji i nie wiem czego jeszcze nie jest w stanie zaakceptować takich nas. W oczach innych ludzi taka osoba szybko staje si...

Wielka miłość

  Często wydaje nam się, że wybór drugiego człowieka jest prosty. Poznajesz kogoś. Jest dobrze. Jest blisko. On kocha ciebie, a ty jego. Myślisz: no to skoro się aż tak kochamy, to się dogadamy. Bo przecież na czym polega relacja? Powiesz, czego nie lubisz. On powie, czego potrzebuje. Ty trochę ustąpisz. On trochę zrozumie. I jakoś to będzie. Długo wierzymy, że wystarczy dobra wola. Że jeśli dwoje ludzi naprawdę chce, to znajdzie wspólny język. A potem życie zaczyna dopowiadać rzeczy, o których nie mówi się na początku. Że do stołu nie siadają tylko dwie osoby. Siadają z nimi historie, lęki, schematy, domy, z których wyszli, miłości, których nie przeżyli i słowa, których nigdy się nie nauczyli. I nagle okazuje się, że nie wszystko da się przegadać. Nie wszystko da się wyprostować rozmową. I nie jest to czyjąś winą... Czasem po prostu spotykają się dwa światy, które bardzo chciałyby mówić tym samym językiem, ale nie potrafią. I wtedy już nie chodzi o to, kto bardziej się stara. Tylk...

Przegrana prawda

 Prawda ma dziwny status. Wszyscy ją chwalą, ale mało kto naprawdę chce ją mieć blisko siebie. Lubimy mówić o szczerości. Do momentu, kiedy dotyczy nas samych. Albo kiedy to my mamy powiedzieć coś naprawdę. Bez filtra. Bez makijażu dla emocji. Wtedy nagle robi się ciszej. Jakby ktoś przygasił światło. Może dlatego, że prawda rzadko jest elegancka. Nie zawsze przychodzi w ładnym opakowaniu. Czasem rozlewa się po życiu jak wino na jasny obrus. Zostawia ślad. Burzy spokój, przestawia relacje, podważa obraz siebie, który układaliśmy latami z wygodnych kawałków. Najtrudniejsza jest ta o nas samych. Bo nie da się od niej odejść. Można się obrazić, zaprzeczyć, odwrócić wzrok – ale ona i tak zostaje. Jak lustro, w które patrzymy trochę za długo. A jednak lubię prawdę. Za porządek, jaki wprowadza – nawet jeśli najpierw robi bałagan. Za klarowność, którą zostawia po sobie. Za to, że oddziela to, co prawdziwe, od tego, co tylko wygodne. Są momenty, kiedy lepiej milczeć. Kiedy szczerość jest c...

Nie każdy słyszy ciszę

 Ludzie często widzą mnie jako tę wesołą i głośną.Tę, która żartuje, dużo mówi, rozbraja atmosferę jednym zdaniem. A prawda jest taka, że często gram tę rolę wtedy, gdy wcale nie jest mi do śmiechu. Kiedy czuję się skrępowana, kiedy gubię się w sytuacji. W tedy właśnie wchodzę w żart. W gadanie. Bo przecież łatwiej być zabawną niż bezbronną. Ale prawda jest taka, że nigdy nie byłam osobą wesołą. W środku zawsze miałam więcej ciszy niż śmiechu. Zamiast hałasu - obserwację. Zamiast wygłupów - myśli, które przychodzą za wcześnie, a potem emocje, które potrafią wybuchnąć nagle i zrobić ze mnie kogoś zupełnie innego. Bo przecież w środku czuję, że jestem smutna, cicha i małomówna. Zupełnie inna niż ta, którą widać na zewnątrz. Czasem myślę, że to wszystko to tylko reakcja na świat. Na jego chaos, głupotę, pośpiech i absurd. Może gdyby świat był inny, byłabym po prostu sobą. Tą prawdziwą. Tą ze środka. Dlaczego ludzie nie widzą mnie, tej ze środka.... Bo śmiech słyszy każdy. A ciszę potr...

Stara krowa

  „Stara krowa”. Na pewno niejedna z nas choć raz użyła tego powiedzenia, mówiąc o innej kobiecie. Może nawet ktoś, kiedyś tak Cię nazwał. To stare określenie jest śladem naszej kultury. Fragmentem języka, który wciąż krąży między ludźmi - choć nie w mediach i nie wypowiadany wprost. Kiedyś było czymś zwyczajnym. Nie raziło tak jak dziś. Nikt nie zastanawiał się nad sensem tych słów. Tak się po prostu mówiło. „Stara krowa” to językowy ślad po czasach, w których wartość kobiety miała datę przydatności. Czy to powiedzenie mnie obraża? Pewnie powinno. Ale nie - nie obraża mnie. Dorastałam w czasach, gdy było używane nagminnie. Nie godzi już w moją godność ani poczucie własnej wartości. Osłuchałam się z nim. Dziś bardziej mnie zastanawia, że mówiłyśmy tak o sobie zupełnie bezrefleksyjnie. 

Walentynki

  Walentynki. Jedni je wyśmiewają, inni czekają na nie jak na małe święto. A ja sobie myślę, że ten dzień jest po prostu przypominajką. Bardzo potrzebną w świecie, który pędzi jak szalony nie wiadomo za czym i dokąd. W życiu, w którym wszystko jest pilniejsze od nas i naszej miłości. W codzienności, w której odkładamy bliskość na jutro, zaraz, kiedyś - a to „kiedyś” bardzo często w ogóle nie nadchodzi. Może więc ten jeden dzień w roku jest właśnie po to, żeby na chwilę się zatrzymać i przypomnieć sobie, że ciągle się kochamy. Że jesteśmy dla siebie bliscy. Że obok nas jest ktoś, kto jest z nami nie od święta, tylko od życia. I może nie ma sensu z tym walczyć. Może zamiast kręcić nosem, warto po prostu to wziąć. Serduszka, czekoladki, kolację gdzieś na mieście, lampkę wina, trochę śmiechu, trochę czułości. Bo przecież nie świętujemy daty. Świętujemy to, co mamy na co dzień, tylko tak często spychane na drugi plan. A jeśli coś jest dobre i niesie ze sobą dobre emocje, to naprawdę war...

Nic się nie dzieje

  Kiedy dotarło do mnie, że mam już za sobą połowę swojego życia i że tak naprawdę nie wiem, kiedy to się stało, pojawił się we mnie niepokój. Strach, że z mojego „kiedyś” nie zostało już tak wiele do wykorzystania. Kiedy człowiek dochodzi do takich wniosków, zaczyna się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze tym czasem gospodaruje. Czy nie marnuje go za dużo. Tylko… co to właściwie znaczy „marnować czas”? Przecież nie da się ciągle z kimś być ani bez przerwy się spotykać. Nie można nieustannie czegoś przeżywać, realizować, gonić za nowym i nieznanym. Nie da się być cały czas „w ruchu”, robiąc ciągle coś, gdzieś.  A jednak za każdym razem, kiedy siedzę na kanapie, mam wrażenie, że czas przecieka mi przez palce. Jakby to, że nic się nie dzieje, było przewinieniem wobec samej siebie. A jeśli „nic się nie dzieje” to też jest jakaś forma życia, której nie umiem lub nie chcę docenić....?

św. Anna

  Bardzo łatwo jest być świętym w cudzych historiach. Bardzo łatwo oceniać, co ktoś zrobił źle, co powiedział nie tak, jak mógł się tak zachować. I prawie zawsze towarzyszy temu cicha myśl: ja tak bym nie zrobiła. Jak tak można? Mamy naturalną skłonność do idealizowania własnych postaw, własnych myśli i własnych czynów. Problem w tym, że siebie najczęściej znamy wyłącznie z własnych intencji, a innych wyłącznie z ich czynów. Siebie tłumaczymy okolicznościami, zmęczeniem, emocjami, sytuacją. Innych oceniamy bez zastanowienia, bez pytania dlaczego. To wszystko sprawia, że wielu z nas wydaje się sobie bardzo porządnymi ludźmi. Prawie świętymi. Ten obraz nas samych jednak rozpada się w chwili, gdy jesteśmy zmuszeni spojrzeć na własne decyzje nie przez pryzmat tego, co czuliśmy, ale przez pryzmat tego, co naprawdę zrobiliśmy. I to bywa najmniej wygodne spotkanie z samym sobą. Jesteśmy do siebie dużo bardziej podobni, niż nam się wydaje, a różni nas głównie świadomość siebie albo jej br...

Bezczelne nie wiem

 Kochana nie wiem, czemu tak powiedziałam, a czemu skłamałam to już w ogóle nie wiem. Ojej, wybacz ale kompletnie nie wiem, czemu tak zrobiłam. Wybacz, ale naprawdę nie wiem, dlaczego tak o tobie mówiłam. Sama nie wiem, dlaczego tak pomyślałam. Tych zdań jest dużo więcej i w rozmowach padają zaskakująco często. Mnie takie odpowiedzi doprowadzają do szału. Jak nie wiesz...?! Za każdym razem, kiedy je słyszę, mam jedną myśl: jak można nie wiedzieć? Przecież kiedy coś robimy, mówimy albo myślimy, zawsze jest tego przyczyna. Dla mnie to chowanie się za słowem, które ma zamknąć temat. „Nie wiem” jest zwyczajnym kłamstwem. Pod tym zwrotem często kryje się niewygodna, może wstydliwa, może trudna do nazwania, ale prawdziwa przyczyna naszego postępowania. „Nie wiem” pozwala jej nie wypowiedzieć. Jest jak drzwi zatrzaśnięte przed nosem. I nagle nie trzeba się tłumaczyć. Nie trzeba niczego nazywać. Wystarczy powiedzieć: nie wiem. I rozmowa się kończy. Bo z niewiedzą się nie dyskutuje. I zosta...

Samice

  Świat medialny często sugeruje, że ktoś nam wmówił potrzebę porównywania się i rywalizacji. A ja myślę, że nikt nam tego nie wmówił. To jest w nas. I nie ma co przerzucać odpowiedzialności na świat, media czy sąsiadkę z lepszymi nogami. Taka jest nasza natura. Jako samice od zawsze rywalizowałyśmy o względy samca. Dziś bardzo odcinamy się od naszej zwierzęcości. Nie lubimy, gdy ktoś porównuje nas do świata zwierząt. A jednak nadal jesteśmy jednym z gatunków. Zeszliśmy z drzewa. A może po prostu z niego spadliśmy 😂 Zdobyliśmy wyższe poziomy rozwoju, ale pierwotne mechanizmy zostały z nami na dobre. To strojenie się, upiększanie, porównywanie, chęć bycia „lepszą” od drugiej - ma korzenie dużo głębiej, niż chciałybyśmy przyznać. Kobiet jest więcej, mężczyzn mniej. Matematyka nie zna empatii. Rywalizacja była i w pewnym sensie nadal jest wpisana w ten układ. Oczywiście możemy te instynkty łagodzić, rozumieć je i świadomie nad nimi panować, ale one w nas są. I teraz od każdej z nas z...

Dom duszy

  Przez długie lata szarpałam się ze światem - z systemem, ze sprawiedliwością, z niesprawiedliwością. Ale tak naprawdę najbardziej szarpałam się z samą sobą. Dawałam się wciągać w różne sprawy. Dawałam się podpuszczać jak małe dziecko. I po części długo tym dzieckiem byłam - takim, które ciągle szuka kogoś, kto w końcu się nim zaopiekuje. Aż któregoś dnia zrozumiałam, że najlepsza opieka, jaką mogę dostać, to ta, którą mogę dać sobie sama. I od tego momentu wszystko zaczęło się układać. Dziś to, o czym piszę wyżej, nie ma już nade mną władzy. Mam to zrozumiane. Mam to poukładane. Jedni powiedzą, że to wiek. I pewnie będą mieli rację. Ja jednak myślę, że ten poziom osiąga się przez doświadczenia, przez wnioski, przez otwarty umysł i przez długie, czasem bardzo męczące, poszukiwania. Życząc kobietom takiego domu, nie mam na myśli ścian ani adresu. Myślę o stanie umysłu. Widzę, jak wiele z nas wciąż szarpie się ze sobą i ze światem. Rozpoznaję w tym etap, który sama kiedyś przeżyłam....

Człowieczeństwo

 W wiadomościach pokazali starszą kobietę. Zima. Śnieg. Ciemność. Potrącona przez samochód, który odjechał tak, jakby nic się nie wydarzyło. Starsza pani na czworakach próbuje przedostać się na drugą stronę ulicy. Oświetlają ją reflektory kolejnych aut. Jedno po drugim mijają ją, jakby była elementem zimowego krajobrazu, a nie człowiekiem. Nikt się nie zatrzymuje. Nikt nie wysiada. Nikt nie podchodzi. Patrzę na ten obraz i łapię się na myśli, że coraz trudniej przychodzi mi mówić o nas dobrze. O naszej empatii. O wrażliwości. O człowieczeństwie... Bo im dłużej żyję, tym częściej widzę, że to, co w nas dobre, jest pojedyncze. Ciche. Prawie niewidoczne. A to, co obojętne, zimne i wygodne, potrafi przejechać obok drugiego człowieka bez najmniejszego drgnienia. Mówimy o sobie „ludzkość” z dumą. A coraz częściej mam wrażenie, że to słowo przestaje być komplementem. Zastanawiam się czasem, w którym momencie jako ludzie zaczęliśmy mijać siebie bez patrzenia. I naprawdę chciałabym napisać ...

" BEZMYŚLNOŚĆ "

  Kiedy pierwszy raz usłyszałam diagnozę, świat na chwilę się zatrzymał. Pojawił się strach pomieszany ze smutkiem, w głowie chaos. Wiedziałam, że muszę się wyciszyć, bo inaczej zwariuję. Wtedy przypomniałam sobie o książce „Potęga podświadomości”, którą dostałam lata temu w prezencie. Znalazłam w niej rozdział o zdrowiu - o tym, jak podświadomość potrafi wpływać na mózg i sygnały wysyłane do ciała. Przypomniałam sobie też historie o mnichach z Tybetu, którzy siłą własnej woli, potrafili ponoć zatrzymać na krótką chwilę akcję serca. Czy tak było w rzeczywistości? Nie wiem. Ale bardzo potrzebowałam  wiary w to, że własnymi myślami mogę wpłynąć na chorobę, a właściwie - na zdrowie. I tak zaczęła się moja przygoda z pracą nad podświadomością.  Dziś, na szczęście, nie ma już w tym walki o życie. Został relaks i ciekawość, jak bardzo można wyciszyć głowę. Najbardziej pociąga mnie stan „bezmyślności” - niemal niemożliwy, a jednak wciąż kuszący. Ciągle podejmuje próby osiągnięci...

Psie życie

  Są obszary, w których państwo działa zaskakująco sprawnie. Łoży na instytucje, które mają się więcej niż dobrze. Pieniądze z podatków płyną tam regularnie, nikt nie pyta, nikt nie rozlicza i - co gorsza - nikogo to nie dziwi. Są też miejsca, do których ten pieniądz dociera ledwie symbolicznie. Albo wcale. Mowa o schroniskach dla zwierząt. I można by w tym miejscu powiedzieć, jaką mamy ch****ą politykę w tym państwie. Tyle że państwo to nie jest abstrakcja. Państwo to my. Obywatele, którzy zbyt często mówią: „a co ja mogę”. Potrafimy mobilizować się w sprawach głośnych i efektownych, a w innych milczymy – aż do momentu, gdy wybuchnie afera i kilka zdjęć łapiących nas za serce przypomni nam o czymś, co przecież wiedzieliśmy od dawna. W tych emocjach wykrzykujemy, że „jak tak można”, że „jakie biedne pieski”, że trzeba ukarać winnych. Tylko że winni są wszyscy. Bo schroniska nie są niewidzialne. Można tam wejść, zobaczyć psy, prowizorkę i warunki, w jakich żyją. Tylko mało kto chce,...

''Pełna Vat''

 Ludzie są pełni wad. Ja jestem pełna wad. Wszyscy – bez wyjątku – jesteśmy pełni wad. Różnica polega tylko na tym, co dla kogo jest wadą, a co jeszcze mieści się w granicach bliskości, w tym, co czujemy i co jesteśmy w stanie zaakceptować. Im dłużej żyję – a żyję już długo – tym wyraźniej widzę, że ta granica nie jest w drugim człowieku. Ona nie jest nawet stała. Jest jest płynna i jest we mnie, w nas. To ja decyduję, co potrafię unieść, a z czym nie chcę się już szarpać. Dlatego nie z wszystkimi jest nam dobrze i nie z wszystkimi jest nam po drodze. I nie dlatego, że ktoś jest „nie dość”, że jest zły i niedobry. Po prostu nie wszystkie wady są dla nas do przyjęcia, choć dla drugiego człowieka już mogą być. To, co mi nie pasuje, komuś innemu wcale nie musi przeszkadzać. I to warto uszanować – w sobie, że czegoś nie chcę, i w drugim człowieku, że nie potrafi inaczej. A potem podjąć decyzję, czy idziemy razem dalej, czy zwyczajnie nie jest nam po drodze. Jesteśmy różni i mamy do teg...

Poradnik obywatelski

 Przyszedł do mnie pocztą „Poradnik bezpieczeństwa”. Cienka broszura, oficjalna, poprawna. Wydrukowana i rozesłana za pieniądze podatnika - czyli także za moje. Na pierwszej stronie nie ma wstępu, od razu przechodzimy do zagrożeń wynikających ze współczesnego świata, technologii i polityki. Broszura niczego nie tłumaczy. Od samego początku ustawia nas w określonym miejscu - w pozycji czujności i strachu. W dalszej części jest o zachowaniach. O tym, co robić, a czego lepiej unikać. Poradnik jest pełen dobrych rad. Takich, które mają uspokoić, poinformować i przygotować na każdą ewentualność. Jakież to miłe ze strony państwa. A potem pojawiają się obowiązki i groźby, ujęte miękko, między wierszami, ale wystarczająco czytelne. I w tym momencie pojawia się we mnie pytanie: czy rzeczywiście chodzi o troskę o obywatela, czy raczej o to, że przestraszony obywatel to osobnik uległy, łatwo poddający się manipulacji, rzadziej stawiający opór, niezadający niewygodnych pytań i - co najważniejs...